niedziela, 31 marca 2013

Mistrzowscy klienci- part 1

Chyba w każdym sklepie jest tak, że jest kilku (nastu) klientów stałych, albo pseudoklientów. Bo wchodzą, gadają i wychodzą. Nie inaczej jest u mnie. Moim numerem jeden jest Pan A. (podaję pierwszą literę nazwy produktu o który pyta zawsze a całego produktu napisać nie mogę bo jest na tyle charakterystyczny że zdradzę miejsce pracy). Pan A. przychodzi średnio trzy razy w tygodniu a czasami częściej. Podchodzi do jednego ze stołów na którym ów tajemniczy produkt jest rozłożony i ogląda. Po chwili podchodzi do mnie lub tej osoby która aktualnie ma przyjemność być na zmianie. I pyta: a to A. to do czego? A dobre jest? A mogę zabrać ten tester dla kolegi  żeby sobie wypróbował? (Kiedyś niefortunnie dałam mu kawałek A. na wypróbowanie i sobie gościu zakodował że tak można). A kiedy będzie promocja na to? Więc odpowiadam (jak każdy pracownik): "w styczniu była i w najbliższym czasie raczej nie będzie kolejnej". Aha. A to dobre? A to do czego? A mogę zabrać tester dla kolegi żeby sobie wypróbował? Nie, nie mogę dać panu całego testera bo nie zostanie dla innych klientów. Aha. A to dobre? A na co to? I zadaje przy każdej wizycie te same pytania. Kilka razy w tygodniu. Ale dzięki temu stał się najbardziej znanym klientem w sklepie ;)

czwartek, 28 marca 2013

O kulturze słów kilka

Ja ogólnie pracę z ludźmi lubię. I dla ludzi też. I na ogół jestem miła i sympatyczna niezależnie od tego czy mam okres, czy jest mi zimno, czy się nie wyspałam, czy po prostu czuję się jak "idź stąd i nie wracaj". Na ogól bo szlag mnie trafia i krew zalewa gdy klient wchodzi do sklepu bez choćby burknięcia w 1 procencie przypominającego "dzień dobry". Co gorsza, to kobiety mają tendencję zlewania z obecności sprzedawcy w sklepie. Praktycznie nigdy nie zdarzyło się aby mężczyzna wszedł do sklepu bez słowa. Nawet jeśli nie powie "dzień dobry" to chociaż kiwnie głową i pośle uśmiech. Rozumiem, że klienci nie witają się gdy wchodzą do dużego sklepu, gdzie jest stu sprzedawców i jeszcze więcej klientów. W takim sklepie jest się totalnie anonimowym. Ale nie u mnie w sklepie, gdzie bardzo często jestem z klientem sam na sam. Pewnie, to ja jako sprzedawca powinnam powitać klienta. I zawsze staram się to robić o ile nie jestem na zapleczu lub nie stoję tyłem do wejścia i zwyczajnie nie widzę czy ktoś wszedł. A takie głupie "dzień dobry" już sygnalizuje mi abym przerwała dotychczasowe zajęcie i zwróciła uwagę na klienta. Ale to w sumie wszystko to nic. Bo spazmów dostaję i zgrzytam zębami jak na moje powitanie nie usłyszę odpowiedzi. A wcale nie mam cichutkiego i nieśmiałego głosu i spokojnie klient mnie usłyszy z odległości 3 metrów, chyba że jest głuchy jak pień. Więc ja sobię mówię "dzień dobry" i właściwie mogę sobie odpowiedzieć sama. Z czego to wynika? Nie wiem. Z gburowatości na pewno, mam nadzieję że także z roztargnienia (choć ta teoria dowodziłaby że mamy olbrzymi odsetek ludzi roztargnionych nie-wiadomo-czym). Zdaję sobie sprawę że wielu klientów traktuje mnie jak wyrzutka który na siłę próbuje coś wcisnąć, wyciągnąć pieniądze i na koniec kopnąć w dupę i O.K- taka praca. Ale kultura obowiązuje wszystkich.

środa, 27 marca 2013

Dzień dobry!

Kim jestem? Kobietą. Studentką (już niedługo). Sprzedawczynią (szumnie nazwaną w umowie "konsultantką"). I o to cała rzecz się rozchodzi. W handlu pracuję od kilku lat, mam więc nieco doświadczenia. Sprzedawałam setki tysięcy produktów, ludzie zostawili u mnie setki tysięcy złotych. I co? Jestem tylko sprzedawcą. Tylko a może aż? Bo jestem w jednej osobie psychologiem, powiernikiem, doradcą. Ale jestem też plebsem dla wielu, oj wielu klientów. Co fajnego jest w tej pracy a co nie do zniesienia? Czy wiecie jak sklepy potrafią robić was w bambuko*? Czy faktycznie sprzedawca "tylko sprzedaje"? Wszystkie historie z mojego doświadczenia postaram się opisać.Oczywiście nazw sklepów nie podam, swojej tożsamości też nie zdradzę. Mogę jedynie napisać, że obracam się w branży kosmetycznej.










*uwaga: w moim aktualnym miejscu pracy klient jest szanowany- nie robimy go w bambuko. Serio. W tym przypadku nie mogę pisać o przemetkowywaniu cen, dat ważności i innych tego rodzaju kombinacjach. Wszystko co mówię klientom jest absolutnie zgodne z prawdą.