czwartek, 28 marca 2013
O kulturze słów kilka
Ja ogólnie pracę z ludźmi lubię. I dla ludzi też. I na ogół jestem miła i sympatyczna niezależnie od tego czy mam okres, czy jest mi zimno, czy się nie wyspałam, czy po prostu czuję się jak "idź stąd i nie wracaj". Na ogól bo szlag mnie trafia i krew zalewa gdy klient wchodzi do sklepu bez choćby burknięcia w 1 procencie przypominającego "dzień dobry". Co gorsza, to kobiety mają tendencję zlewania z obecności sprzedawcy w sklepie. Praktycznie nigdy nie zdarzyło się aby mężczyzna wszedł do sklepu bez słowa. Nawet jeśli nie powie "dzień dobry" to chociaż kiwnie głową i pośle uśmiech. Rozumiem, że klienci nie witają się gdy wchodzą do dużego sklepu, gdzie jest stu sprzedawców i jeszcze więcej klientów. W takim sklepie jest się totalnie anonimowym. Ale nie u mnie w sklepie, gdzie bardzo często jestem z klientem sam na sam. Pewnie, to ja jako sprzedawca powinnam powitać klienta. I zawsze staram się to robić o ile nie jestem na zapleczu lub nie stoję tyłem do wejścia i zwyczajnie nie widzę czy ktoś wszedł. A takie głupie "dzień dobry" już sygnalizuje mi abym przerwała dotychczasowe zajęcie i zwróciła uwagę na klienta. Ale to w sumie wszystko to nic. Bo spazmów dostaję i zgrzytam zębami jak na moje powitanie nie usłyszę odpowiedzi. A wcale nie mam cichutkiego i nieśmiałego głosu i spokojnie klient mnie usłyszy z odległości 3 metrów, chyba że jest głuchy jak pień. Więc ja sobię mówię "dzień dobry" i właściwie mogę sobie odpowiedzieć sama. Z czego to wynika? Nie wiem. Z gburowatości na pewno, mam nadzieję że także z roztargnienia (choć ta teoria dowodziłaby że mamy olbrzymi odsetek ludzi roztargnionych nie-wiadomo-czym). Zdaję sobie sprawę że wielu klientów traktuje mnie jak wyrzutka który na siłę próbuje coś wcisnąć, wyciągnąć pieniądze i na koniec kopnąć w dupę i O.K- taka praca. Ale kultura obowiązuje wszystkich.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz